Baner markowy 728x90

Wyróżnione wpisy

Blogi

Bezdomność cz.II

  • Cz. II
    Na następne warsztaty, prowadziłam je we wtorki i czwartki, przyszłam z gotowym planem. Po króciutkim wstępie wypaliłam: „ A, może wydamy gazetę i zaczniemy zarabiać masę kasy. Cisza. Z końca Sali padła propozycja: „Tak, a potem polećmy w kosmos”. Dobrze odparłam, wydajemy gazetę, z uzyskanych ze sprzedaży nakładu funduszy budujemy rakietę i lecimy w kosmos. A NA RAZIE, JEŻELI Państwo są zainteresowani, zapraszam do redakcji, jutro na godzinę 17tą.Cenię sobie w życiu punktualność, a na spotkanie spóźniłam się parę minut, starałam się, ale nie wyszło tym razem, może to dobry znak, pomyślałam. Z daleka dostrzegłam moją grupę, elegancko ubrane kobiety, mężczyźni w marynarkach, wróg tej grupy tylko ja wyglądałam na bezdomną, stare jeansy, jakaś koszulka, mój ulubiony fioletowy plecak, ups, popatrzyli na mnie z dezaprobatą, ale cóż, „ służbowa Kasia” skończyła pracę o 16tej. Weszliśmy do redakcji. Powitał nas Naczelny. Zaprowadził do konferencyjnej, zaproponował kawę. Na stołach dziesiątki pism, czasopism, notatniki, długopisy. Rozpoczęliśmy naradę. Wybraliśmy skład redakcji. Naczelnym został ... mężczyzna od kosmosu:). Widziałam zachodzącą metamorfozę w tych Ludziach. Ten blask w ich oczach (płaczę pisząc to), ten tworzący sie team, ta jednomyślność, ta potęga, która została obudzona. Zobaczyli, że redaktorzy to tacy sami ludzie jak oni. Nie jacyś przeintelektualizowane postacie. Rozmawiali z nami, doradzali, zero dystansu, strachu przed bezdomnymi, super zachowanie. Zamiast omawiać budżet domowy, na kolejnych zajęciach zaczęliśmy od .... spotkań Kolegium Redakcyjnego. Równolegle wystąpiłam na pozwolenie o prowadzenie w ten sposób zajęć do kierownika ośrodka dla bezdomnych. Uzyskałam zgodę. Była to i tak pro forma, ponieważ wykorzystałam już limit godzin, za które już mi zapłacono a zajęcia zaczęłam prowadzić jako osoba prywatna. Zaczęły pojawiać się problemy. Czyli wszystko tak jak w normalnym życiu. Użyczyłam laptopa, jakiś aparat do robienia zdjęć, zaczęły spływać pierwsze artykuły. Surowe, "twarde", bardzo rzeczywiste, brutalne, ale takie miały być! Przyszedł moment, w którym trzeba było się zastanowić skąd wziąć pieniądze na druk gazety. Wpadliśmy na pomysł, aby realizować zajęcia z rękodzielnictwa i sprzedawać nasze wyroby. Szału na rynku "hand madu" nie zrobiliśmy. Zaczęłam podpytywać znajomych o ewentualny sponsoring. Ja w tym czasie zaczęłam szukać nowego sposobu na inne życie. Złożyłam wypowiedzenie w miejscu pracy, a przecież od ponad roku byłam przygotowywana na stanowisko dyrektora. Ale mam "olbrzymią wadę", wrodzoną. Kieruje sie w życiu etyką. Dla wielu ludzi trudne, niezrozumiałe słowo. Mama socjolog, tata historyk i ekonomista - nawkładali mi w głowę wiele pojęć i wartości, które w obecnych czasach obce są większości społeczeństwa. Ale powróćmy do głównego tematu ...
    Rozpoczęłam pozyskiwanie sponsora. Pukałam, dzwoniła, mailowałam. Znalazł się!! Jest!! Radość moja i Zespołu Redakcyjnego nie miała granic. Międzynarodowa firma zrzeszająca duże podmioty gospodarcze wyraziła chęć zostania naszym "mecenasem" bez postawienia żadnych warunków.


    Na spotkanie z przedstawicielem sponsora zabrałam Pana Naczelnego naszej gazety (a właściwie to On mnie zabrał, był w końcu moim szefem:)). Chociaż wcześniej długo oponował. A to zajęty. A to nie ten krawat. A to koszula z pralni nie odebrana:), argumentacja powalająca. W końcu łaskawie znalazł czas. Spotkanie miłe, sympatyczna atmosfera, Pani (przedstawiciel sponsora) rzeczowa, konkretna. "Przesłać artykuły. Poczyta. Przedstawi Prezesowi ... a teraz podać numer konta". Ja wiedziałam co to znaczy! Są pieniądze... Są pieniądze... Jest gazeta... Jest kosmos...


    Nagle cios w plecy. Tego nie spodziewaliśmy się. W ośrodku dla bezdomnych stwierdzono, że trzeba dopisać peany na cześć instytucji wspierającej ten ośrodek, zamieścić jakieś logo, a to że „niepoprawne” artykuły oraz pojawiło się wielu ojców naszego sukcesu. Postawione warunki przez ośrodek były nie do przyjęcia. Pojawiły się pewne formy nacisku. Gazeta straciłaby wiarygodność i niezależność. Kolegium Redakcyjno podjęło decyzję o niewydawaniu gazety. Zabolało, że odbiera się im po raz kolejny ciężko wypracowany sukces i osiągnięcia, które wymagały od nich przeskoczenia własnych barier. Płakaliśmy – każdy w swoim kącie.


    Dumna jestem z moich kolegów „po piórze”, że się nie ugięli. Miało być uczciwie, etycznie, PRAWDZIWIE! Tylko my wiemy, ile nas to kosztowało. To było ich dziecko. Ich dzieło. Nasze.
    Gazeta ... „nawlasnyrachunek”.

    cdn, jeżeli Państwa zainteresowało

Komentarze

3 komentarze
  • Beata Tuszewski
    Beata Tuszewski Pani Katarzyno, płaczę razem z Panią.
    Ma Pani niestety rację: etyka i zasady moralne, to w dzisiejszych czasach pojęcia abstrakcyjne, a szkoda. Wielka szkoda ....
    Mam jednak nadzieję, że te ciężko wypracowane osiągnięcia i desperacja grupy doprowadziły do...  więcej
    31 sierpnia 2014 - 1 podoba się
  • Elzbieta Kupczak
    Elzbieta Kupczak Pani Katarzyno, to przeciez nie moglo sie tak skonczyc....??!!!.Czekam w napieciu na ciag dalszy.
    1 września 2014
  • Grzegorz Białek
    Grzegorz Białek Pani Katarzyno, proszę o ciąg dalszy!
    2 września 2014