Wyróżnione wpisy

Blogi

Bezdomność cz. IV, zakończenie.

  • Witam. Oczywiście posiadam artykuły, mam je zgrane na komputerze oraz wydrukowane. Ale chyba nie zdecyduję się na upublicznienie ich. Nie mam prawa. Moralnego prawa. Gazeta miała pachnieć farbą drukarską i szeleścić papierem gazetowym. Wydanie gazety miało byc procesem. Zajęcia z rękodzielnictwa-nauka współpracy, tworzenia czegoś własnymi rękoma, przełamanie swoich oporów, miały być zaczatkiem zbierania funduszy, pisanie artykułów -wysiłkiem intelektualnym, terapią, część artykułów redaktorzy pisali o sobie, o swoim dotychczasowym życiu o wzlotach i upadkach o piciu jednego dnia koniaku, a drugiego taniego wina na melinie (a w tle ekonomia i planowanie budżetu domowego), szukanie drukarni, pozyskiwanie sponsora- jak w życiu, praca biurowa, przełamanie oporów przed proszeniem, nauka jak prosić przekonywująco, sztuka negocjacji i dyplomacji, kolportaż-(nie każdy członek Gazety, miał "lekkie"pióro) szukanie podobnych ośrodków pomocowych, spisanie urzędów dzielnicowych, uczelni z wydziałami ekonomiczno-społecznymi, socjologicznymi, dziennikarskimi itp. Sekcja zabezpieczenie logistycznego miała rozwozić gazetę środkami komunikacji miejskiej. Gazeta miała w założeniach być bezpłatna. Utrzymujemy się z reklamy i sponsoringu (tak, jestem ekonomistką, :) ,ale założenia to założenia ).

    Wiecie Szanowni Państwo jak bardzo bym chciała trzymać ją w ręce...oczy zaczynają być mokre.....

    Rozwijam swoją firmę, chyba znalazłabym środki aby samodzielnie ją wydać, ale to już nie ten czas..:( . Zapraszam do poczytania artykułu "Gazeta za 1500 zł", który ukazał się w Dzienniku Trybuna 11tego lutego br. W ten sposób reklamowałam gazetę w mediach ogólnopolskich. Jest w niej artykuł gdzie mój przyjaciel odpowiada na moje pytanie..."Wie pani dlaczego "weszlismy" w ten projekt? Żeby udowodnić pani,  że nam nic się nie udaje. Wszystkiego czego dotkniemy zamieniamy w popiół......."

    Poswięciłam dziewięć miesięcy swojego życia. Czy żałuję? Raczej nie. Zrobiłabym jeszcze raz to samo. Zapoczatkowałam pewien proces w głowach moich redakcyjnych kolegów.....Co zyskałam....Pogryziena przez pluskwy, niechęć kierownictwa ośrodka, osobistą satysfakcję, że można jednak coś zrobić i wcale nie trzeba wielkich pieniedzy, jeszcze wiekszą miłość Mariusza (pomimo, że 2-3 razy przyniosłam pluskwy do domu), olbrzymie doświadczenie zawodowe. To nie było coachowanie przy latte w Sheratonie.

    Mam olbrzymie poczucie niedosytu, ale cóż, tak potoczyły się sprawy. Jednocześnie mam olbrzymią dumę, przeświadczenie realizacji siebie, tak bardzo chciałabym aby człowiek człowiekowi był człowiekiem...

    Pozdrawiam.

Komentarze

1 komentarz