Wyróżnione wpisy

Blogi

Study tour do NYC

  • W lutym pojechałam z 10-osobową grupą na Study tour do Nowego Yorku. Zaczęło się od prawie godzinnego opóźnienia startu samolotu, ponieważ właśnie tego dnia spadł śniego i samolot musiał być odśnieżony i odlodzony. Nie wiem, czy pilot był tak fantastyczny, czy takie przygody wliczone są już w planowy czas lotu, ale w NY wylądowaliśmy punktualnie. Do hotelu wiozła nas limuzyna-przegubowiec. Jacy
    byliśmy dumni z takiego przewozu! Na miejscu okazało się jednak, że takie limuzyny kursują tam jak taksówki. Nie szkodzi, co czuliśmy w limuzynie, to nasze! Po przybyciu do hotelu kolejna niespodzianka (miła!). Hotel - w samym sercu Manhattanu - prowadzony i obsługiwany przez Polaków! Poczuliśmy się prawie jak w domu. Jedyne, co nam tego dnia nie za bardzo sprzyjało, to pogoda: zimno i wilgotno. Nie myśleliśmy nawet, że następnego dnia może być jeszcze gorzej. A było. Sypiący prosto w oczy śnieg i deszcz, cały dzień. Znane z filmów i reportaży tętniące życiem nowojorskie ulice były jak "wymarłe". A ponieważ nie jesteśmy z cukru, a do Nowego Yorku nie lata się co tydzień,
    postanowiliśmy nie zmieniać planów i "studiować" NY. I dobrze się stało, bo przeżyliśmy i zobaczyliśmy rzeczy, których w "normalnych" warunkach chyba nigdy byśmy nie zobaczyli. Np. odśnieżanie NY odbywa się solidarnie i kolektywnie: śmieciarki, samochody policyjne i co mocniejsze prywatne doczepiają z przodu wozu pług i oczyszają ulice ze śniegu. Jednak na chodnikach było tyle tej mokrej ciapy, że przemokły nam buty. I tu koleżanka wpadła na genialny pomysł: kupiła na straganie u Chińczyka grube skarpety i poprosiła o plastikowe woreczki oraz nożyczki. Jeszcze na tym straganie ściągnęła buty, obcięła mokre rajstopy, a na zmaltretowane stopy ubrała suche skarpety, które owinęła workami. Na tak zabezpieczone nogi wcisnęła mokre buty. Moje buty były również tak przemoczone, że stawiając krok słyszałam, jak chlupie w nich woda.Tak mi się ta idea z woreczkami spodobała, że "odgapiłam" ją i czekając w restauracji na zamówione dania, "zapakowałam" mokre, zimne stopy w suche skarpety i pomarańczowe worki. Co za ulga! Punktem kulminacyjnym tego dnia i wieczoru była wyprawa do teatru na Broadwayu. I to nie na byle co, ale na bardzo znany i nagrodzony musical "Hair". Lecąc do NY miałam nadzieję, że dostaniemy bilety na "Hair", ale nie śniłam nawet, że dostaniemy tak fantastyczne miejsca (środek - 10-ty rząd), a po spektaklu będziemy mogli wziąć z aktorami udział w "After show dance party". Suuuppper!!!
    Następnego ranka niespodzianka - pogoda jak z bajki. Widocznie tak dzielnie przetrzymaliśmy śnieżycę, że w nagrodę do końca naszego pobytu mieliśmy bajeczną pogodę. Ulice napełniły się ludźmi i żółtymi taksówkami. Widok z Empire State Building zapierał dech. Widoczność była tak wspaniała, że Lady Liberty, czy Ellis Island były jak na dłoni. Gdzie nie spojrzysz drapacze chmur. Widok z Empire przebił jednak lot helikopterem. Byliśmy tym tak przejęci, że pstrykaliśmy z helikopteru zdjęcia, nawet nie widząc dobrze, co pstrykamy. Mieliśmy szaleńcze tempo zwiedzania, bo szkoda było czegoś nie zobaczyć. Tempo było tak szaleńcze, że nawet dwie godziny w restauracji, które zeszły na pokosztowanie prawdziwego amerykańskiego steka, zakwalifikowane zostały jako "stracony czas". Ileż to można by było jeszcze zobaczyć przez te dwie godziny ... Np. stanąć sobie na Time Square i pooglądać reklamy "M&M". Przechodzenie koło tej reklamy było zresztą niebezpieczne - kradło cenny czas. Byłam zafascynowana kolorowymi groszkami, które stroją głupie miny, puszczają oko i próbują się wspinać na Empire State.
    Ale NY, to nie tylko ciekawa architektura i inne cuda. To też i ludzie, których tam poznałam i mam nadzieję, że jeszcze wiele razy zobaczę (Ania i Maciek - serdecznie Was pozdrawiam!).
    Co by jeszcze powiedzieć? Nie była to moja pierwsza podróż do NY, ale mam nadzieję, że też nie ostatnia. To miasto jest tak fascynujące, że nie dziwi mnie przeogromna ilość piosenek na jego temat. Gdybym umiała, to pewnie też bym coś napisała. Biegaliśmy po Manhattanie, przejechaliśmy przez Brooklyn, przemaszerowaliśmy nawet po Harlemie - wszystko to pozostanie na długo w mojej pamięci, ale "Hair" w prawdziwym broadwayowskim teatrze chyba jeszcze dłużej.

Komentarze

8 komentarzy
  • Bożena Panicz
    Bożena Panicz Wacuś i coś Ty narobił, Beatka tylko na to czeka. A tak poważnie, bardzo chętnie poczytam cd. Bye, bye!
    27 stycznia 2012
  • Henryka Kunicka
    Henryka Kunicka To jest już nas troje czekających!!!
    Gratuluję autorce "lekkiego pióra".
    Pozdrowienia dla wszystkich.
    27 stycznia 2012 - 1 podoba się
  • Lucyna Kowalska
    Lucyna Kowalska I po co ludziom zajmować czas wypisując takie nic nie
    znaczące opowiadanka .
    27 stycznia 2012
  • mark sailor
    mark sailor Jest taka anegdota o wodzu indian, ktory sprzedal wyspe Manhattan holenderskiemu kupcowi, za szkatulke kolorowych swiecidelek bez wartosci oraz worek ubran. Otorz ten Indianin powiedzial, ze odtad kazdy kto postawi raz noge na tej ziemi zawsze bedzie tu w...  więcej
    27 stycznia 2012 - 1 podoba się